wtorek, 14 czerwca 2011
Absurdy życia.

Nie wiem ilu ludzi zdaje sobie sprawę jak dalece ustawodawstwo ingeruje w sferę naszej prywatności. To coś w rodzaju ubezwłasnowolnienia.

Przeżylam już trochę, widziałam wiele, doświadczyłam sporo. Mam prowo porownywać, ponieważ dane mi było żyć w różnych demokracjach nie tylko "Made in Poland".

To z czym spotykam się na codzień, załatwiająć zdałoby się podstawowe sprawy egzystencjonalne poraża mnie i budzi przerażenie.

-Dokąd my zmierzamy?

-Jaką filozofią się kierujemy?

To wszystko co się teraz dzieje przypomina mi to co opisał na stronach "Lalki" Bolesław Prus i wcale nie chodzi mi o wątek miłosny powieśći ale o tło społeczne. Odsyłam do lektury. Analogie są bardzo wyraźne wręcz odnosi się wrażenie jakoby akcja działa się współcześnie tylko w odmiennej scenografii.

Kto dziś sięga do tych lektur. Naród jest wpatrzony w ekran odbiornika telewizyjnego oglądająć ogłupiające programy, które maja na celu odwrócenie uwagii od spraw istotnych i "wyłączyć" jednostkę od samodzielnego myślenia.

 Co to za kraj, gdzie nie nam prawa zdecydować co zrobię ze swoją własnościa nie informując o tym wlasciwych organów. Komu dam np. zbiór swoich książek ?

Ilu się nad tym zastanawia? A może warto pomyśleć samodzielnie?

Co to jest wolność ??????????????

Czy wolność równa sie bezprawie ???????????

czwartek, 31 marca 2011
Wiosenne oblicze małych ojczyzn.

Są takie miejsca w naszym kraju, gdzie jedynym ich bogactwem są walory krajobrazowe.

Mają przyciągnąć turystów  spragnionych pięknych widoków i odpoczynku w ciszy zakłócanej jedynie śpiewem ptaków.

Tubylcy zaś mają stworzyć odpowiednią bazę aby goście tłumnie tu przybywali i zostawiali gotówkę będącą podstawą egzystencji miejscowych. To założenia polityki regionalnej dla terenów gdzie brak  zakładów produkcyjnych.

Te kryteria podobno spełnia lubelszczyzna!!!!

Jadąc jedną z dróg gminnych obserwujemy te oto widoki:

Wiosna na lubelszczyżnie

Wiosna na lubelszczyżnie

Wiosna na lubelszczyżnie

 

Wiosna na lubelszczyżnie

Wiosna na lubelszczyżnie

Wiosna na lubelszczyżnie

Tak jest usłany śmieciami cały kilometrowy odcinek drogi przebiegajacy przez lasek będący odnogą dużego kompleksu leśnego.

Co ciekawe, lasek położony jest w bezpośrednim sąsiedztwie trzech małych miejscowości, w których podobno znajdują się pojemniki na segregowane odpady.  Nieopodal jest szkoła.

Siedziba miasta i gminy oddalona około trzy kilometry.

Nie jest to odosobniony widok na tym terenie.

Przedstawione na zdjęciach miejsce samo w sobie jest bardzo urokliwe. Sprawia wrażenie pozostałości po parku w stylu angielskim. Świadczy o tym róznorodność gatunków drzew, oczek wodnych, grobli....Wydaje sie to być bardzo prawdopodobne, ponieważ między drzewami widoczne są ruiny jakiejś budowli z opoki.

Budowka z opoki

Budowka z opoki

Na potwierdzenie mojej tezy podam fakt, ze na wzniesieniu w odległości pół kilometra widnieje;  w sród zaniedbanego parku, za ogrodzenien z opoki również zaniedbany piętrowy budynek dawnego dworu.

Dwór Craschne

Dwór Craschne

Te budowle mnie zaintrygowały. Postaram się zgłębić ich historię.

Wracając do sedna sprawy nasuwają się pytania;

- Czy tak zdewastowane środowisko jest w stanie przyciągnąć turystów?

- Co z edukacją ekologiczną w tej gminie?

- Gdzie są władze samorządowe?

- Kto to posprząta i ile to będzie kosztowało podatników a może sama przyroda ma sobie z tym poradzić?

- Czy nikt nigdy (chociaż by ksiądz, jako lokalny autorytet) nie powiedział tym mieszkańcom, że podobnie jak nasz wygłąd osobisty tak i otoczenia jest wyznacznikiem naszej kultury ,daje świadectwo o nas i stanowi naszą wizytówką?

Dbajmy o nasze małe ojczyzny, bo nikt tego za nas nie zrobi!

 

piątek, 11 marca 2011
POLSKIE ELDORADO!

Wziełam się za naukę niemieckiego mimo, że wcześniej tego nie planowałam. Jako niespokojna dusza nie wykluczam, że może być przydatny. To co szykują nam decydenci wskazuje na to, że wkrótce Germania będzie głównym miejscem pracy dla nas jako obywateli zielonej wyspy. Rządzący się cieszą. Ale czy my mamy powody do radości? Czy na tym miała polegać wolność i demokracja?

Obiecywano nam, że będziemy mogli wyjeżdżać za granicę, ale wszyscy myśleli, że jako turyści. Czyż nie?

Okazało się jednak, że jesteśmy niewolnikami Europy. Tanią siłą roboczą. Czym to się różni od czasów 1939-45 roku?

Różnica jest ale bardzo subtelna; w okresie okupacji były to roboty przymusowe a teraz jest to dobrowolny przymus.

Trzeba tu dodać jeszcze jeden wymóg. Aby być niewolnikiem Europy nie wystarczy znać angielski, francuski, rosyjski czy hibru tak jak w moim przypadku ale jeszcze niemiecki a zapewne przydał by się hiszpański i włoski. W tedy cała Europa nasza.

Jak widać, dużo mam jeszcze do nadrobienia w sferze językowej ale myślę, że do emerytury zdążę, bo plany przedłużenia wieku emerytalnego nieuchronnie wejdą w życię więc  goniąc emeryturę najprawdopodobniej w nieskończoność mogę się uczyć i zwiedzać  landy.

Nie o take Polske walczylyśmy! - tu cytuję WODZA.

 

 

 

sobota, 26 lutego 2011
Nie bądź naiwna!

Zastanawiałam się czy o tym w ogóle napisać. Słyszałam o tego typu przypadkach ale wydawały mi się mało prwadopodobne. Teraz doświadczyłam tego na własnej skórze, no może nie do końca ale jednak.

Czego to Polak nie wymyśli aby wykorzystać drugiego człowieka

Może od początku.

Jako osoba puszukująca pracy często odwiedzam strony UP w poszukiwaniu ofert pracy. Jeżeli mnie coś zainteresuje w tedy kontaktuję sie z moim pośrednikiem aby uzyskać więcej informacji o potencjalnym pracodawcy. Jak już mam tzw. urzędowe uwierzytelnienie, w tedy wysyłam CV i list motywacyjny lub piszę e-mail. Czekam.

Powszechnie wiadomo jak trudno jest odnaleść się na polskim rynku pracy kobietom w "pewnym wieku "i po "come back'u" dlatego wybieram oferty z różnych półek, ważne, że są zgodne z moim wykształceniem, wiedzą lub umiejętnościami. Najgorsza jest bezczynność zwłaszcza dla pracoholika.

Ale wróćmy do rzeczy.

Zaproszona zostałam na rozmowę kwalifikacyjną do buznesswoman w polskim wydaniu, prowadzącej salon sukien ślubnych i wieczorowych w jednym z powiatowych miasteczek gdzieś w Polsce. Zdawało by się "raj "dla osoby kreatywnej i z wyobraźnią.

Rozmowa przebiegała w miłej atmosferze. Ja ze swej strony poinformowałam, że nie jest to mój zawód wyuczony, wyczerpująco przedstawiłam znajomość tematu świadczącego o moim profesjonalizmie w tej dziedzinie i wieloletnim doświadczeniu. Jednak w ciągu całej tej konwersacji przewijał sie ze strony mojej potencjalnej pracodawczyni wątek; ciężkiej sytacji w branży, niepewnej przyszłości, etc. Wiadomo, żadnych nadzieji na dłuższą pracę. Ale na teraz jak najbardziej. Można składać mi gratulacje. Mam pracę. Ale nie tak szybko.

Tu zaczęły się schody.

Czegoś takiego jak umowa o pracę na okres próbny pani nie praktykuje. Ten etap "zatrudnienia" to sprawa aplikującego o pracę. Ma to polegać na tym, że aplikant dostanie do dyspozycji materiał i wykona cały proces technologiczny pozwalający na stworzenie kompletnej kreacji ślubnej lub wieczorowej. Czas wykonania nieważny, ale myślę, że w końcowym efekcie będzie bardzo istotnym argument przemawiający raczej na "nie". Każdy laik wie jak czasochłonne są tego typu kreacje. Pani ryzykuje bardzo dużo, bo zniszczeniem materiału!!!. Gdzie i w jakich warunkach ma się odbyć cały ten test, nie wiem. Nie zauważyłam żadnego miejsca w siedzibie firmy, które przypominało by pracownię krawiecką. Po wykonaniu zlecenia nastąpi ocena kreacji i podjeta zostanie decyzja o ewentualnym zatrudnieniu.

Automatycznie włancza mi się proces dedukcyjny. Z historii wiem, że taki majstersztyk wykonywali czeladnicy  starający się o tytuł mistrza w danym cechu (czytaj; Historia gospodarcza rozdział zatytułowany Handel i miasta(cechy) średniowiecza). Ale tu o żadnym tytule mistrzowskim czy przynależności do cechu nie było mowy, że nie wspomnę o ewentualnym przyszłym wynagrodzeniu. Więc co to miało by być? Nie trudno się domyślić.

Ja w tym momencie zakonćzyłam rozmowę tymi słowami:

-Z mojego doświadczenia wiem, że wystarczy poprosić o wszycie  zameka invisible do tego typu kreacji i już jest wszystko wiadomym, dlatgo nie pozostaje minic innego jak podziętować Pani ( tu podaję dłoń do uścisku, odwzajemniony) i życzyć powodzenia w interesach. Żegnam!

Wychodzę oszołomiona, wsiadam do samochodu ale nie jadę,  gorączkowo analizuję sytuację. Retrospekcja; kiedy na obczyźnie  po raz pierwszy (i ostatni) byłam na inerview nie mając wiekszego doświadczenia w tej branży wystarczył właśnie "zamek" abym mogła tam pozostać na wiele lat i wracać tam wielokrotnie bo zdobyte umiejętności uczyniły mnie osobą ze wszech miar pożądaną i cenioną jako profesionalistkę, godną zaufania. Ważne  było to co umię i jakim jestem czlowiekiem. O dyplomy nikt mnie nie pytał więc były bezużyteczne . Ale mniejsza o mnie. Ktokolwiek przychodził  w sprawie pracy,  nawet przy negatywnym wyniku "sprawdzianu" za czas jaki poświęcił na test otrzymywał połowę stawki godzinowej. A działo się to w kraju gdzie zawsze królowała gospodarka rynkowa ale z kapitalizmem - w przeciwieństwie do polskiego- z ludzką twarzą.

Nie potrzebowałam dużo czasu aby poskładać tę układankę.

Dla jasności sytuacji po kolei przedstawię  wszystkie etapy tego procederu:

- Businesswumen prowadzi legalą firmę.

- Aby pozyskać pracowników składa ofertę do urzędu pracy (jest w tedy wiarygodna).

- Urząd wysyła bezrobotnego, (podkteślam wysyła nie kieruje).

- Bezrobotny happy , będzie miał pracę, przystaje na propozycję potencjalnego pracodawcy i   wchodzi w proces aplikowania bo uznał, że to jego inwestycja w wypromowanie siebie.

- W wykonanie powieżonego zadania wkłada cały swój intelekt i umiejętności bo od tego jakie będzie "dzieło" zależy jego to be or not to be. Więc się stara, bardzo stara.

- Dzień sądu. Dzieło gotowe, z ukrywaną dumną z siebie autor czeka z wypiekami na twarzy na werdykt guru???????

- Pełne rozczarowanie z obu stron;

Pracodawca nie tego oczekiwał! Tego mu nikt nie kupi, szuka mankamentów...... A ten czas o którym wspomniałam na początku? Nie rokuje dobrze o wydajności pracy. W bilansie końcowym koszty pozyskiwania dochodu przewyższą uzyskany dochód, zatrudniając będzie musiał dokładać do tego etatu, więc sie nie kalkuluje. Tu liczy się rachunek ekonomiczny, a do tego już w tym momencie poniósł ogromne straty. Zniszczony został materiał!!!. I tak jest wspaniałomyślny bo mając na względzie sytuację finansową bezrobotnego nie każe mu zwracać  poniesionych kosztów ( materiału, amortyzacji warsztatu ,energii, ogrzewania i wielu innych ,lista jest długa).

Aplikant nie tego się spodziewał. Zamurowało go. Lepiej  stąd wyjść aby "ludzki pan" się nie rozmyślił i nie kazał za wszystko zapłacić.

W końcu z gustami się nie dyskutuje, a świat mody opiera się właśnie na gustach więc pole do manipulacji jest tu bardzo szerokie.

Nie muszę pisać jaką niską samoocenę ma w tej sytuacji  człowiek, który dał się wciagnąć w tę grę.

Reasumując:

Jest wiele aspektów tej sprawy, choć mechanizm jeden.

Ja rozumię, że pracodawca ma prawo zweryfikować umiejętności kandydata, ale te sprawy jasno reguluje Kodeks pracy i nie przewiduję takiej sytuacji rodem z średniowiecza. Podstawa to umowa i zakres obowiązków. Tu zawarte są ustalenia stron.

Poza tym, taki pseudo pracodawca mający trzy placówki w trzech różnych miastach, jeżeli w  każdej "przetestuje" jedną osobę na tydzień, to miesięcznie daje mu to dwanaście kreacji, które można się domyślić ile kosztują.  Odliczając koszt zużytych materiałów i gażę trzech expedientek (być może będących na tzw. zatrudnienu refundowanym z funduszu pracy -to tylko przypuszczenie) oraz uwzględniając to, że sam boss ma "duże kłopoty zdrowotne" i przebywa na zwolnieniu lekarskim- to dotyczy przypadku który opisałam, Pani przyjęła mnie z tego powodu przy drzwiach zmkniętych na klucz bo jak sama powiedziała;- nie powinno jej tu być, - daje nam  ciekawy obraz polskiej przedsiębiorczości.

Czy trudna sytuacja w branży, nie jest efektem braku naiwnych do przechodzenia tego typu testów?

W oparciu o ten jeden przykład nie można oceniać wszystkich i ja tego nie czynię, ale słyszałam o przypadkach tego typu w gastronomi, -ulep tysiąc pierogów to ci powiem czy jesteś dla mnie rentowny. I następny...nikt nie jest opłacalny. A pierogi ulepione. Myślałam, że to anegdota.

Aby się upewnić czy zjawisko to ma szerszy zasięg, wykonałam kilka telefonów do oferentów ze stron up. Tak, to się potwierdza. Jedna osoba prowadząca szwalnię, miała grafik na cały miesiąć zajęty na " testowanie".

Nie wiem co robią  urzędnicy UP i PIP, etc.

A może to ja jestem człowiekiem, który w swej naiwności uwierzł w "zieloną wyspę szczęśliwości" powrócił i nie potrafi się odnaleść. Mimo wszystko żal mi będzie znowu ją opuszczać. Przecież to moja OJCZYZNA.

Mam nadzieję, że po przeczytanu tego wpisu nie dasz się nabrać na tego typu triki.

Jeżeli sam się nie poszanujesz, to nie oczekuj, że ktoś to uczyni. Ta dewiza nie zawodzi pod żadną szerokością geograficzą.


 

 

 

 

 

 

 

 

 

| < Sierpień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
O autorze
Zakładki:
Etykieta
Kontakt;kbkamanill413@gmail.com
Niesfornedruty
Akcja: Nie kradnij zdjęć! Flag Counter Mój banner